Dlaczego ofiara przemocy obwinia siebie? Wstyd po toksycznej relacji

W pracy łączę perspektywę prawnika i psychologa sądowego, więc skutki przemocy psychicznej poznaję z dwóch stron: z akt i materiału gromadzonego podczas opiniowania na zlecenie sądu oraz z rozmów z osobami które przez wiele lat żyły w takiej relacji. Osoby, które próbują zrozumieć to, czego doświadczyły w relacji, często zadają sobie pytanie : „Jak mogłam na to pozwolić? Jak mogłem tego nie widzieć?”. Po rozstaniu wiele osób rozlicza przede wszystkim siebie, a nie człowieka, który je krzywdził. Wstyd sprawia, że ukrywają część doświadczeń przed bliskimi, łagodzą opisy zdarzeń i pomniejszają to, co działo się w relacji. Fakty pozostają te same, jednak po miesiącach lub latach podważania własnych odczuć trudno mówić o nich wprost. Wyjaśnię, skąd bierze się wstyd po toksycznym związku, czym różni się od poczucia winy i w jaki sposób wpływa na opowiadanie o doznanej krzywdzie

Nazywam się Magdalena Bajsarowicz. Jestem prawnikiem i psychologiem sądowym. Od 15 lat pomagam przejść przez trudne rozstania, gdy po drugiej stronie jest osoba manipulująca z zaburzeniem osobowości narcystycznym lub borderline. Buduję strategie, żeby chronić siebie i dzieci. Opiniuję na zlecenie sądu jako biegły psycholog. Jestem wykładowcą, prowadziłam wykłady dla sędziów, prokuratorów i kuratorów z zakresu psychologii sądowej.

Łączę analizę akt sprawy, znajomość sposobu działania przemocy psychicznej i doświadczenie w pracy z opiniami OZSS, aby pomóc rodzicom przejść przez ten proces świadomie, merytorycznie i z realnym wpływem na wynik sprawy.

Skąd bierze się myśl, że pozwoliło się na krzywdę

Przekonanie o tym, że pozwoliło się na krzywdę, zakłada istnienie jednego wyraźnego momentu w którym dało się powiedzieć nie, a w relacjach opisywanych w aktach takiego momentu na ogół nie da się wskazać. Nikt nie wchodzi w przemoc, ludzie wchodzą w miłość i relacja tego rodzaju zaczyna się często od okresu, w którym druga strona wydaje się uważna, oddana i wyjątkowa. Krzywda pojawia się później i narasta stopniowo: jedna kąśliwa uwaga o wyglądzie rzucona przy znajomych, jeden wieczór odwołany godzinę przed wyjściem, jedno sprawdzenie telefonu bez pytania, każde z tych zdarzeń z osobna zbyt drobne, żeby z jego powodu zakończyć związek z ukochaną osobą.

Ocena tamtych decyzji z dzisiejszej perspektywy pomija jedną okoliczność: dziś znany jest finał, wtedy tej wiedzy nie było, a każde ustępstwo miało wówczas sens skoro chroniło spokój wieczoru, sen dzieci, wspólny dom albo nadzieję na powrót osoby z pierwszych miesięcy relacji. Umysł, oceniając przeszłość, podstawia obecną wiedzę w miejsce ówczesnej i na tej podstawie potępia samego siebie, choć rachunek wygląda inaczej gdy punktem odniesienia pozostaje to, co osoba skrzywdzona wiedziała w tamtym czasie, oraz możliwości jakimi wtedy dysponowała, spojrzenie na tamte decyzje przez pryzmat ówczesnej wiedzy i możliwości pozwala przestać obarczać siebie odpowiedzialnością za doznaną krzywdę.

Jak sprawca przenosi odpowiedzialność na drugą stronę

Samoobwinianie po rozstaniu często zaczyna się jeszcze w trakcie relacji przez lata osoba krzywdzona słyszy: „Sama mnie prowokujesz”, „Przez ciebie tak reaguję”, „Gdybyś była normalna, nic by się nie działo”. Odpowiedzialność za zachowanie osoby krzywdzącej zostaje w tych zdaniach przeniesiona na drugą stronę ,a powtarzane setki razy oceny z czasem mogą brzmieć jak własne myśli. Przy każdej trudnej emocji wraca pytanie o własną winę, a przy każdym wspomnieniu analizowanie, co można było zrobić inaczej. W sprawach sądowych podobny sposób przedstawiania wydarzeń pojawia się jako odwracanie ról, które opisuję w artykule o projekcji w sprawach rodzinnych. Zarzuty o niestabilność, awanturnictwo czy nastawianie dziecka padają wtedy pod adresem osoby, która przez lata znosiła takie zachowania. To co po rozstaniu brzmi jak własny osąd, często jest powtórzeniem słów słyszanych wcześniej w relacji.

Czym różni się wstyd od poczucia winy

Poczucie winy dotyczy zachowania wstyd dotyczy całej osoby od tej różnicy zależy, co zostaje po toksycznej relacji. Poczucie winy brzmi: zrobiłam coś złego, i bywa użyteczne, gdyż wskazuje zachowanie, które daje się naprawić albo następnym razem powtórzyć inaczej, natomiast wstyd brzmi: jestem kimś złym, słabym, naiwnym i nie wskazuje niczego do naprawienia, skoro jego przedmiotem pozostaje cała osoba, a jedyne, co podpowiada to ukrycie się przed ludźmi którzy mogliby to zobaczyć.

Po relacji z przemocą psychiczną może pojawić się wstyd, który obejmuje nie tylko ocenę pojedynczych decyzji, lecz także sposób myślenia o sobie. Zamiast uznać, że zaufanie zostało wykorzystane przez osobę, która na nie nie zasługiwała, łatwo zacząć postrzegać siebie jako kogoś słabego lub naiwnego. 

Dlaczego wstyd każe milczeć

Wstyd może sprawiać, że trudno mówić o tym, co wydarzyło się w relacji. Czasem milczenie dotyczy rodziny, która przez lata słyszała, że w domu wszystko układa się dobrze. Czasem znajomych, przed którymi związek wyglądał na udany, a wspólne zdjęcia nadal pokazują jego zupełnie inną stronę. Niektóre doświadczenia mogą też wydawać się zbyt intymne, zawstydzające albo trudne do opisania komuś obcememu. Bywa również, że najtrudniej przyznać przed samym sobą jak długo trwała krzywda i ile kosztowała.

Takie milczenie może utrudniać otrzymanie wsparcia i pełne przedstawienie własnej historii bliscy nie zawsze wiedzą czego dana osoba potrzebuje, a część ważnych zdarzeń może zostać opowiedziana dopiero po dłuższym czasie. W sprawach rodzinnych późne ujawnienie niektórych faktów bywa przedstawiane przez drugą stronę jako powód do podważania ich wiarygodności, choć zwłoka może wynikać właśnie ze wstydu, lęku i trudności w mówieniu o doznanej krzywdzie. Dodatkowym obciążeniem może być brak osób, którym można zaufać po latach stopniowego odcinania od bliskich, o czym piszę w artykule o izolacji od bliskich.

Wstyd rośnie gdy sprawca jest lubiany przez otoczenie

Dodatkową warstwę zawstydzenia tworzy sytuacja, w której osoba stosująca przemoc uchodzi w otoczeniu za człowieka ciepłego, pomocnego i towarzyskiego, chętnie pomagającego sąsiadom i zawsze gotowego wesprzeć innych. Rozdźwięk między tym, co dzieje się w domu, a obrazem widocznym na zewnątrz jest częsty w takich relacjach. Publiczna uprzejmość nie przeczy przemocy domowej, a osoba krzywdzona musi zmierzyć się z obrazem, w który wierzą wszyscy dookoła, łącznie z jej własną rodziną.

Stąd biorą się zdania: „Nikt mi nie uwierzy”, „Wyjdę na osobę zawistną”, „Przecież on tyle robi dla ludzi”. Wstyd sprzyja dalszemu milczeniu, a ono utwierdza otoczenie w obrazie, który druga strona budowała latami. Ludzie wokół nie widzieli przemocy ich niewiedza nie podważa więc pamięci osoby pokrzywdzonej, która zna oba jej oblicza i wie, jak naprawdę wyglądało życie w relacji.

Jak samoobwinianie wygląda w sądzie i podczas badania

Kiedy analizuję opinie i akta spraw rodzinnych, wstyd widzę w samym sposobie składania zeznań. Osoba pokrzywdzona mówi oszczędnie, łagodzi opisy zdarzeń i bierze na siebie część odpowiedzialności za awantury, których była celem. O wielogodzinnym poniżaniu mówi, że „były kłótnie”, a przemoc opisuje słowami: „oboje popełnialiśmy błędy”, ponieważ pełna wersja wydarzeń wydaje się zbyt wstydliwa, by wypowiedzieć ją na sali sądowej. W tym samym czasie druga strona mówi płynnie, pewnie i bez cienia wątpliwości. Zawstydzenie nie odbiera jej głosu ani nie sprawia, że skraca wypowiedzi.

Kiedy zestawiam obie relacje, w aktach może powstać obraz odwrócony: osoba pokrzywdzona wypada niepewnie, a osoba krzywdząca wiarygodnie. Szerzej opisuję to w artykule o tym, dlaczego po rozstaniu z narcyzem ofiara traci wiarygodność. Zwracam przy tym uwagę na różnicę między relacją opartą na zdarzeniach datach i konkretnych słowach, a wypowiedzią złożoną głównie z ocen. Pierwszą można zweryfikować natomiast druga opiera się przede wszystkim na wrażeniu. Wstyd może jednak utrudniać spokojne przedstawienie faktów i obronę własnej wersji podczas pytań pełnomocnika drugiej strony.

Podczas badania w OZSS ta sama różnica może wpływać na ocenę spójności wypowiedzi. W protokole pozostaje wówczas odpowiedź o „wzajemnych błędach”, choć pozostały materiał sprawy wskazuje, że opisywane zachowania dotyczyły jednej strony.

Gdzie w tej relacji leży odpowiedzialność za przemoc

Odpowiedzialność za przemoc spoczywa na osobie która ją stosuje, a prowokacja, zmęczenie, zazdrość ani trudne dzieciństwo nie przenoszą jej na drugą stronę, gdy między bodźcem a krzywdzącym zachowaniem stoi decyzja o tym, żeby je podjąć. Samoobwinianie tę decyzję wymazuje i w opowieści osoby pokrzywdzonej przemoc przestaje mieć sprawcę, zaczynając wyglądać na zdarzenie, które przydarzyło się z jej własnej winy.

Widać to również w dwóch obrazach wracających w rozmowach po rozstaniu, z których pierwszym jest linia czasu relacji, od okresu idealnego przez pierwsze przekroczenia po eskalację, rozpisana na papierze i pokazująca stopniowość, której pamięć nie utrzymuje przez co rozwiewa złudzenie jednego momentu, w którym dało się wszystko zatrzymać. Drugi obraz ujawnia podwójną miarę, w której ta sama historia opowiedziana o przyjaciółce brzmi w uszach osoby pokrzywdzonej zupełnie inaczej niż opowiedziana o sobie, a wina, którą przypisuje sobie, znika w momencie, gdy bohaterką staje się ktoś inny. Samoobwinianie bywa też jednym z objawów opisanych w artykule o CPTSD po związku z narcyzem i wtedy utrzymuje się latami niezależnie od tego, jak jednoznacznie brzmią fakty. W rozmowach prowadzonych po zakończonych postępowaniach wstyd traci na sile w miarę, jak historia zostaje opowiedziana komuś kto jej nie podważa i utrzymuje się tam, gdzie pozostaje nieujawniona.

FAQ – pytania o samoobwinianie po toksycznej relacji

Skoro widziałam sygnały ostrzegawcze i zostałam, to czy część winy leży po mojej stronie?

Widzenie sygnałów różni się od ich rozumienia, a pojedyncze zdarzenie czyli sprawdzony telefon, komentarz o sukience przed wyjściem albo cichy dzień po odwiedzinach u matki, staje się czytelne dopiero wtedy, gdy zna się układ w jaki takie zachowania się składają. Tej wiedzy zwykle nie ma, za to obok stoi ktoś kto każdy sygnał na bieżąco tłumaczy na niekorzyść osoby krzywdzonej zdaniami o przesadzaniu, przewrażliwieniu i o tym, że w każdym związku tak bywa.

W aktach spraw które analizuję, takie tłumaczenia powtarzają się i mają jeden skutek w postaci utrzymania drugiej osoby w niepewności co do własnej oceny sytuacji, a odpowiedzialność za wykorzystanie cudzego zaufania spoczywa na tym, kto je wykorzystał.

Czuję wstyd nawet na terapii i nie umiem powiedzieć wszystkiego. Czy to przekreśla leczenie?

Zawstydzenie na początku należy do typowych zjawisk, a nie do przeszkód i terapeuci pracujący z przemocą w relacjach znają je, ponieważ pełna historia rzadko pada na pierwszych spotkaniach i częściej pojawia się partiami, w kolejności wyznaczonej przez to co daje się już nazwać. Najpierw pojawiają się zdarzenia, które można opisać bez wysiłku później te, które przez lata pozostawały bez słów. Osoby po kilku miesiącach pracy terapeutycznej opisują ten przebieg podobnie, a samo nazwanie milczenia, czyli powiedzenie wprost, że pewnych rzeczy jeszcze nie umieją opowiedzieć, otwiera zwykle drogę do reszty.

Dlaczego obwiniam siebie nawet za to, że tęsknię za osobą która mnie krzywdziła?

Tęsknota nie jest dowodem, że relacja była dobra ani że należy do niej wrócić może wynikać z silnego przywiązania budowanego podczas naprzemiennych okresów krzywdy, napięcia, ulgi i bliskości. Organizm zapamiętuje nie tylko cierpienie ale także momenty uspokojenia, obietnice poprawy oraz powroty osoby znanej z początku relacji. Samo pojawienie się tęsknoty nie świadczy o braku rozsądku, słabości ani zgodzie na doznaną krzywdę. Można tęsknić za osobą, która krzywdziła i jednocześnie wiedzieć, że powrót do niej nie byłby bezpieczny, a tęsknota mówi o przywiązaniu, a nie o jakości relacji.

Odzyskaj siebie po toksycznym związku

Jesteś po trudnej relacji i czujesz, że rozstanie nie zakończyło jeszcze tego, co działo się w Tobie przez ostatnie miesiące albo lata.

Program odzyskania siebie po toksycznym związku jest 30-dniowym programem, który pomaga uporządkować emocje, odzyskać kontakt ze sobą i stopniowo wyjść z wpływu relacji, która osłabiła Twoją pewność, spokój i poczucie własnej wartości.

W programie przechodzisz przez proces krok po kroku: od zrozumienia, co naprawdę zostawiła w Tobie toksyczna relacja, aż po odbudowanie wewnętrznej stabilności i przygotowanie się na nowy etap życia.

Program jest dla osób, które nie chcą już tylko analizować drugiej strony, ale chcą wrócić do siebie spokojniej, mocniej i bardziej świadomie.

Dołącz do programu i zacznij odzyskiwać siebie po toksycznym związku.

Pozdrawiam serdecznie

Magdalena Bajsarowicz

Prawnik & psycholog sądowy